rozwiń menu główne

09.01.1901

#jutrobędzie lepiej - Rodzinki obozowe jako forma samopomocy więźniarskiej w KL Lublin

Wyjątkowym zjawiskiem w KL Lublin, będącym jedną z form samopomocy więźniarskiej, były tzw. rodzinki obozowe, formowane przez polskie więźniarki polityczne z Pawiaka. Jest to fenomen, który miał miejsce tylko w obozie koncentracyjnym Majdanku.

„Wobec początkowego nieinteresowania się nami przez Niemców – miałyśmy swobodę w grupowaniu się. Dobierałyśmy się według najróżniejszych kryteriów: wieku, sposobu bycia, poglądów, zainteresowań i zwyczajnej ludzkiej sympatii. Nie wiemy, jak i kiedy to się stało, że zaczęłyśmy się w tych grupkach nazywać rodzinami” – wspomina Matylda Woliniewska.

Wszystkie tego typu grupki, niezależnie od liczebności, miały w swoim składzie głowę rodziny oraz „kaczątko”. Głowa rodziny odpowiedzialna była za podział chleba i dysponowanie żywnością pochodzącą np. z paczek dostarczanych do obozu lub zdobyczną brukwią, czy ziemniakami. Mianem „kaczątek” określano kobiety niezaradne, niesamodzielne, o słabej kondycji fizycznej i psychicznej, starsze lub bardzo młode. One to w dużej mierze zawdzięczają przetrwanie obozu rodzinom.

„Naszym «kaczątkiem» była Wandeczka Albrechtówna. W pierwszych miesiącach pobytu w obozie stan jej zdrowia był zatrważający, toteż reszta rodzinki robiła wiele, aby ją chronić. Ale siła jej charakteru sprawiła, że wkrótce ona opiekowała się innymi” – opowiada Wiesława Grzegorzewska-Nowosławska.

Każda z rodzin charakteryzowała się czymś szczególnym, dlatego nosiły wyróżniające je nazwy: Szanowna, Zaprzyjaźniona, Małolatek, Cygańska. Często też określało się je nazwiskiem jednej z dziewcząt wchodzącej w jej skład.

W rodzinie istniał podział pracy i nikt nie uchylał się od obowiązków, do których należało m.in. przynoszenie wody czy trzepanie koców. Rodziny obozowe w naturalny sposób dzieliły się wszystkim. Eliminowało to występujące z czasem wśród więźniarek różnice „majątkowe”. Niektóre z nich otrzymywały paczki z cebulą, chlebem czy czosnkiem, inne natomiast – jak kobiety przywiezione na Majdanek z więzienia we Lwowie – były zupełnie odcięte od pomocy z zewnątrz.

Możliwość i chęć podzielenia się kromką chleba niejednej z osadzonych uratowała życie. Jednak w tej inicjatywie nie chodziło wyłącznie o aspekt zaspokojenia głodu. Miało to też ważne znaczenie terapeutyczne, gdyż przywracało wiarę w drugiego człowieka, dodawało sił i nadziei na przetrwanie.

Rodziny spełniały również rolę kulturalną, co podkreślała Matylda Woliniewska: „ W tęsknocie za domem, w częstych o nim rozmowach, eksponowało się wszystko, co było w nim najlepsze i najpiękniejsze. Ponieważ rodziny obozowe środowiskowo były zróżnicowane, więc wzajemne poznawania różnych obyczajów i tradycji, miało duże znaczenie wychowawcze i kształcące”. Przywołując tę niezwykłą i niespotykaną w innych niemieckich obozach formę samopomocy więźniarek, warto wspomnieć, że praktycznie wszystkie kobiety z transportów więźniów politycznych – a więc transportu pawiackiego, a także z transportów radomskiego i lwowskiego – przybywających do obozu na początku 1943 r. w jakimś stopniu w tym zjawisku brały udział.

Na zdjęciach:

Matylda Woliniewska

Wanda Albrecht

#jutrobedzielepiej

Po pełnym powiększeniu użyj klawiszy strzałek, aby zmienić obraz oraz klawisza ESC, aby zamknąć powiększenie

  • #jutrobędzie lepiej - Rodzinki obozowe jako forma samopomocy więźniarskiej w KL Lublin
  • #jutrobędzie lepiej - Rodzinki obozowe jako forma samopomocy więźniarskiej w KL Lublin
  • Pokaż powiększenie powyżej: #jutrobędzie lepiej - Rodzinki obozowe jako forma samopomocy więźniarskiej w KL Lublin
  • Pokaż powiększenie powyżej: #jutrobędzie lepiej - Rodzinki obozowe jako forma samopomocy więźniarskiej w KL Lublin

Społeczności

polski

english