rozwiń menu główne

22.06.2020

Miłość za drutami Majdanka. Odcinek 10. „W obozie panował swoisty styl miłości, nie trzeba było wiele, by narodziło się uczucie (…)”.

Patrząc na wydarzenia sprzed ponad 70 lat, trudno uwierzyć, że w więźniach niemieckich obozów koncentracyjnych mogły przetrwać uczucia, które stawały się silniejsze niż głód i strach, a wykańczani fizycznie i psychicznie ludzie zdobędą się na okazywanie dowodów miłości wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Miłości obozowej nie da się opisać w kilku zdaniach, ale warto o niej mówić i to tak często, jak tylko jest to możliwe. Historie, które zaprezentowaliśmy w cyklu „Miłość za drutami Majdanka” dowodzą, że dla miłości nie istniały żadne przeszkody, nawet drut kolczasty. Miłość do pozostawionych na wolności rodziców, dzieci, współmałżonka w obozie nie wygasała choć często tliła się pod powierzchnią brutalnego i twardego życia. Za drutami Majdanka również rodziły się uczucia. Miłość kobiety i mężczyzny w obozie nie była łatwa. Spotkania mogły odbywać się tylko potajemnie i sporadycznie. Współwięźniowie solidaryzowali się z zakochanymi, ułatwiali im kontakty, ukrywali spotkania. Miłość, która zrodziła się na Majdanku charakteryzowała się silnymi akcentami opiekuńczymi, szukano w niej chwili zapomnienia, oderwania się od grozy obozu.

Na zakończenie cyklu prezentujemy słowa Danuty Brzosko-Mędryk, bohaterki jednego z odcinków, która napisała o obozowej miłości w następujący sposób:

„Tu, w obozie, rodzą się dziwne, platoniczne miłości, dzięki którym można przeżywać wzruszenie przelotnego spotkania, lęk z powodu nieobecności czyichś oczu i rozpacz, gdy nie otrzymuje się odpowiedzi. Ta miłość nie umniejsza uczucia do rodzin żyjących za drutami, to jest coś nagłego i wzruszającego ja zaplątany fiołek w bukiecie róż. Myśli – to za mało. Uczucie – to dużo. Więc, ci którzy jako tako zaspokoją żołądek, wyliżą się ze śladów kija – szukają obiektu adoracji. Szczęśliwi, gdy znajdują odwzajemnianą, przedziwną, obozową miłość.”

Społeczności

polski

english