rozwiń menu główne

05.10.2020

Powstanie więźniów SS-Sonderkommando Sobibor

14 października 1943 r. niewielka grupa żydowskich więźniów niemieckiego obozu zagłady SS-Sonderkommando Sobibor wznieciła powstanie. Mimo niesprzyjających warunków konspiracji, bunt całkowicie zaskoczył Niemców i zakończył się powodzeniem.

Spośród Żydów deportowanych do tego działającego od maja 1942 r. do października 1943 r. obozu akcji „Reinhardt” śmierci uniknęli tylko nieliczni, którzy po przybyciu do Sobiboru zostali wybrani do pracy. Początkowo byli to wyłącznie mężczyźni, później również kobiety. Więźniów tych zatrudniano na miejscu lub odsyłano do położonych w pobliżu obozów pracy. W Sobiborze wykonywali prace porządkowe, związane z rozbudową obozu i rozładunkiem transportów, większość pracowała w warsztatach. Część mężczyzn wcielono do tzw. Sonderkommando w odizolowanej części obozu (Lager III), gdzie zmuszano ich do najbardziej makabrycznych zadań polegających na opróżnianiu komór gazowych i paleniu ciał ofiar.

Załoga SS stosowała w obozie brutalny system nadzoru, bezwzględnie karząc każdą niesubordynację ze strony więźniów. Wobec nieustannie towarzyszącej im groźby śmierci jedyną formą ocalenia mogła być ucieczka. Jednak każda jej próba również oznaczała wyrok śmierci – nie tylko dla zbiegów, lecz także dla pozostałych więźniów. Niemcy stosowali w takich przypadkach zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Gdy 23 lipca 1943 r. doszło do ucieczki 28 Żydów pracujących poza obozem w tzw. komandzie leśnym – tych, którzy nie zdołali zbiec, esesmani zamordowali na oczach pozostałych. Pomimo pościgu i poszukiwań 5 uciekinierów przeżyło i doczekało końca wojny.

Pierwsze grupy konspiracyjne zawiązały się wśród więźniów Sobiboru wiosną 1943 r. Idea wzniecenia buntu pojawiła się najpierw wśród kilkunastu Żydów z Lubelszczyzny, którzy skupili się wokół byłego prezesa Judenratu w Żółkiewce Lejby Felhendlera. Bliskimi jego współpracownikami stali się Szoel vel Srul Stark, Zyndel Honigman i Mojżesz Merenstein. Rozważano kilka wariantów, jak chociażby otrucie członków załogi obozowej czy wysadzenie w powietrze kantyny. Własną konspirację stworzyli również Żydzi holenderscy kierowani przez oficera marynarki Josepha Jacobsa. W porozumieniu z wachmanami przygotowywali ucieczkę. Jednak na skutek zdrady Niemcy odkryli spisek, mordując w odwecie większość Holendrów.

Pod koniec września 1943 r. do obozu przywieziono z Mińska grupę jeńców sowieckich żydowskiego pochodzenia. Wśród nich był porucznik Aleksander Peczerski, z którym Felhendler szybko nawiązał kontakt. Przystąpienie do konspiracji żołnierzy doświadczonych w walce i umiejących posługiwać się bronią, w połączeniu z wiedzą o obozie, jaką dysponowała istniejąca już grupa oporu, sprawiło, że wizja powstania zaczęła nabierać realnych kształtów. Plan przewidywał potajemną likwidację wszystkich Niemców z obozowej SS, zdobycie broni, a następnie sforsowanie głównej bramy. Po opuszczeniu obozu uciekinierzy mieli rozproszyć się (by łatwiej uniknąć pościgu) i ratować się na własną rękę. W działania wtajemniczono tylko niewielkie grono osób. Dla bezpieczeństwa akcji pozostali więźniowie nie wiedzieli o trwających przygotowaniach.

Realizację planu rozpoczęto 14 października 1943 r. o godzinie 15.30. Sprzyjającą okolicznością była nieobecność komendanta Franza Reichleitnera i największego oprawcy Gustava Wagnera. Warunkiem powodzenia akcji był element zaskoczenia. Zgodnie z poczynionymi wcześniej ustaleniami zwabiano pojedynczo kolejnych esesmanów do warsztatów, gdzie ich zabijano i zabierano im broń. Jako pierwszy zginął zastępujący komendanta Johann Niemann. W ciągu kilkudziesięciu minut uśmiercono łącznie 9 esesmanów i 2 wachmanów. Aby uniemożliwić wezwanie pomocy, powstańcy odcięli prąd i przecięli kabel telefoniczny. O godzinie 17.00 więźniowie zaczęli ustawiać się do apelu. Jak wspominał uczestnik buntu Stanisław Szmajzner:

Tłum Żydów pojawił się na placu. Większość z nich, jak zwykle, ustawiła się do apelu. Byli to ci, którzy nie mieli pojęcia o powstaniu. Cała reszta natomiast tylko udawała, że formuje kolumny, bo spodziewali się wybuchu buntu w ciągu kilku najbliższych minut.

Nagle Peczerski krzyknął: „Towarzysze! Do bramy!”, dając w ten sposób sygnał do powstania. Najliczniejsza grupa zaczęła napierać na główną bramę, część więźniów skierowała się do zbrojowni, z której zdołali zabrać trochę broni i amunicji. Zdezorientowani esesmani i wachmani zaczęli strzelać. Żydzi odpowiedzieli ogniem, lecz pod gradem kul zmuszeni byli się wycofać. Jedyną drogą ucieczki było pokonanie ogrodzenia z drutu kolczastego po zachodniej stronie, za którym znajdowało się pole minowe chroniące obóz przed atakiem partyzantów.

Zapadające ciemności pozwoliły zbiec około 300 z blisko 600 więźniów. Wielu zginęło w walce lub od wybuchu min. Do uciekających nie mogli dołączyć odcięci od reszty więźniowie obozu III. Następnego dnia do Sobiboru przybył dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim Jakob Sporrenberg. Z jego rozkazu zamordowano pozostałych w obozie Żydów. Jak wynika z raportu Policji Granicznej w Chełmie, „przy przeczesywaniu obozu trzeba było wielokrotnie użyć broni, bowiem więźniowie stawiali opór”. Jednocześnie rozpoczęto pościg z udziałem jednostek policji i Wehrmachtu. Do początku listopada oddziały niemieckie złapały i zamordowały większość uciekinierów. Końca wojny doczekało około 50 powstańców, wśród nich Peczerski i Felhendler.

Po ucieczce z obozu Peczerski wraz ze swoją grupą przekroczył rzekę Bug i dołączył do sowieckich partyzantów. Jego oddział został wcielony do Armii Czerwonej, on sam trafił później do batalionu karnego. Zmarł w 1990 r. w Rostowie nad Donem. Felhendler razem z innym zbiegiem znalazł schronienie u Polaków w pobliżu Żółkiewki. Dotrwał do końca niemieckiej okupacji i jako jeden z pierwszych więźniów obozu złożył relację. W kwietniu 1945 r. zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w Lublinie. Kilkunastu uciekinierów przyłączyło się do komunistycznej i żydowskiej partyzantki. Byli wśród nich Eda Waldman i Icchak Lichtman, którzy wkrótce się pobrali. Dzięki pomocy polskiego rolnika w ukryciu przetrwali Chaim Engel i jego przyszła żona, a zarazem jedna z dwóch ocalałych z Sobiboru Żydówek holenderskich – Selma Wijnberg. W podobnych okolicznościach uratowali się pochodzący z Izbicy bracia Symcha i Filip (Fiszel) Białowiczowie oraz Tomasz (Toivi) Blatt.

Bunt i ucieczka więźniów przesądziły o likwidacji obozu, który odegrał już swoją makabryczną rolę w procesie eksterminacji Żydów. Podobnie jak w przypadku innych obozów akcji „Reinhardt”, przystąpiono do demontażu infrastruktury obozowej i zatarcia śladów zbrodni. W tym celu Niemcy sprowadzili do Sobiboru kilkuset Żydów z obozu zagłady w Treblince, których po wykonaniu zadania rozstrzelali.


Podpisy do zdjęć:

1. Uczestnicy powstania więźniów niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze podczas ceremonii upamiętniającej 70. rocznicę jego wybuchu zorganizowanej 14 października 2013 r. Pierwszy z lewej Filip Białowicz (1929–2016), obok Tomasz Blatt (1927–2015), po prawej Holender Jules Schelvis (1921–2016), którego po przybyciu do Sobiboru wysłano do obozu pracy w Dorohuczy.

2. Fotografia wykonana w sierpniu 1944 r. Na zdjęciu m.in. uczestnicy powstania w Sobiborze: pierwszy z prawej stoi Lejba Felhendler, pierwszy od lewej – Mejer Ziss. Drugi od lewej strony siedzi Josef Herszman, trzecia od lewej – Zelda Metz. / USHMM

3a, 3b. Raport z 17 III 1944 r. zawierający nazwiska funkcjonariuszy niemieckiej policji granicznej z Chełma, którzy po powstaniu przeczesywali obóz i rozstrzeliwali pozostałych w nim więźniów.

4. Meldunek niemieckiej żandarmerii we Włodawie z informacją o zabiciu wartownika i ucieczce z obozu w Sobiborze w dniu 23 VII 1943 r. 28 Żydów.

Autor: Jakub Chmielewski

Po pełnym powiększeniu użyj klawiszy strzałek, aby zmienić obraz oraz klawisza ESC, aby zamknąć powiększenie

  • 1.
  • 2.
  • 3a.
  • 3b.
  • 4.
  • Pokaż powiększenie powyżej: 1.
  • Pokaż powiększenie powyżej: 2.
  • Pokaż powiększenie powyżej: 3a.
  • Pokaż powiększenie powyżej: 3b.
  • Pokaż powiększenie powyżej: 4.

Społeczności

polski

english