rozwiń menu główne

01.01.1901

Operacja Erntefest - Krwawa Środa 3 listopada 1943 r. oczami sprawców

Zeznania szefa krematoriów w KL Lublin Ericha Mußfeldta przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie podczas tzw. Pierwszego Procesu Oświęcimskiego z dn. 16 sierpnia 1947 r.

Z końcem października 1943 r. zaczęto pewnego dnia kopać, za polami 5 i 6 w odległości około 50 m od budynku nowego krematorium, rowy. Przy pracy tej zatrudniono około 300 więźniów, którzy w dwóch zmianach, dziennej i nocnej, po 150-ciu pracowali przez 3 dni. W ciągu tych trzech dni wykopano 3 rowy ponad 2 m głębokie, każdy około 100 m długości, biegnące w linii zygzakowatej. W ciągu tych trzech dni zaczęły zjeżdżać na Majdanek Sonderkommanda z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu oraz od dowódców SS i policji w Krakowie, Warszawie, Radomiu, Lwowie i Lublinie. Z Oświęcimia przybyli Otto Moll i Franz Hóssler wraz z 10 SS-manami. Łącznie przybyło z wszystkich wymienionych przez mnie miejscowości około 100 SS-manów, tworzących Sonderkommando. Czwartego dnia — mogło to być w dniu 3 listopada 1943 — zarządzono już o godzinie 5-tej alarm. Na skutek tego alarmu udałem się ze swej kwatery do obozu. Cały obóz obstawiony był policją, liczę, że mogło być około 500 policjantów, którzy pełnili straż z bronią gotową do strzału w ręku. Uzbrojeni oni byli w ciężkie karabiny maszynowe, lekkie karabiny maszynowe i inną szybkostrzelną broń automatyczną. W pobliżu nowego krematorium stał jeden samochód z radiową aparaturą nadawczą, a drugi taki sam przy wejściu do obozu w pobliżu Bauleitungu. Gdy ja przyszedłem na teren obozu, obie aparatury były już w ruchu. Nadawano marsze i piosenki niemieckie oraz muzykę taneczną z płyt. Oba wozy dostarczone zostały przez urząd propagandy (Propagandsamt) w Lublinie.

Zaznaczam, iż do tego dnia nie wiedziałem, co się szykuje. W czasie kopania rowu przypuszczałem, że są to rowy przeciwlotnicze, gdyż w pobliżu ustawiona była bateria artylerii przeciwlotniczej. Pytałem SS-mana, który kierował pracą więźniów, kopiących te rowy, jakiemu celowi mają one służyć, lecz ten nie potrafił mi dać na to pytanie odpowiedzi i odniosłem wrażenie, że sam nie wie, o co chodzi. Żydzi, którzy zatrudnieni byli przy kopaniu rowów, powiedzieli mi na moje pytanie, że rowy te są na pewno dla nich przeznaczone. Nie wierzyłem temu, wyśmiałem ich i odpowiedziałem, że są to na pewno rowy przeciwlotnicze. Odpowiedź ta była uczciwa, gdyż wówczas ja sam byłem tego mniemania.

Około godziny 6 — możliwe, że mogła być już nawet 7 rano — rozpoczęła się duża akcja. Wpędzono część Żydów, zgromadzonych na polu 5 do jednego baraku, gdzie musieli rozebrać się do naga. Następnie Schuzhaftlagerfiihrer Thumann przeciął druty ogrodzenia między polem 5 a owymi rowami. Powstało w ten sposób przejście. Od przejścia tego do dołu utworzono szpaler uzbrojonych policjantów. Przez szpaler ten pędzono nagich Żydów w kierunku dołów. Tam jeden SS-man z Sonderkommando wpędzał do każdego z rowów po 10-ciu. Tych, którzy znaleźli się w rowie, pędzono do jego drugiego końca. Tam musieli się oni położyć, a następnie stojący nad brzegiem rowu SS-mani z Sonderkommanda strzelali do nich. Następne grupy pędzono rowem również aż do jego końca, tam musieli się ci ludzie kłaść na już rozstrzelanych poprzednio, tak że z biegiem czasu rów taki zapełniał się odcinkami, aż prawie po brzegi. Mężczyzn rozstrzeliwano osobno, tzn. w osobnych grupach, a kobiety w grupach osobnych. Akcja ta trwała bez przerwy do około 5 po południu. SS-mani, dokonywujący rozstrzeliwań zmieniali się, wyjeżdżali do koszar SS położonych w mieście na posiłki, a akcja szła nieprzerwanie. Przez cały czas z obu wozów radiowych na dawano muzykę. Przebieg tej akcji obserwowałem z budynku krematorium nowego, gdzie dla siebie i dla więźniów podległego mi komanda miałem pokój. W ciągu tego dnia rozstrzelano wszystkich Żydów, którzy znajdowali się w obozie na Majdanku oraz tych wszystkich, którzy rozmieszczeni byli przy różnych przedsiębiorstwach jak Deutsche Ausriistungwerke, Bekleidungswerke i we wszystkich kommandach zewnętrznych (Aussenkommandos). Rozstrzelano również wówczas Żydów, którzy więzieni byli na Zamku. Cała akcja zorganizowana była po wojskowemu; dla łączności z dowódcą SS i policji w Lublinie oraz z innymi władzami, uruchomiona była radiowa stacja nadawczo-odbiorcza. Za pomocą tej stacji, kierujący akcją na miejscu oficer SD (nazwiska nie pamiętam) meldował o jej przebiegu, podając co pewien czas liczby rozstrzelanych. Słyszałem, że w dniu tym rozstrzelano łącznie ponad 17 000 Żydów obojga płci. W masie tej rozstrzelano również wszystkich Żydów z mojego kommanda. Po wystrzelaniu wszystkich Żydów w dniu 3 listopada 1943 rowy zasypano cienką warstwą ziemi.

Zeznania dowódcy SS i policji w Dystrykcie Lubelskim Jakoba Sporrenberga przed War Crimes Interrogation Unit at London District Cage z dn. 25 lutego 1946 r.

3 i 4 listopada 1943 r. zostały zlikwidowane następujące obozy Globocnika: przy ul. Lipowej, na Lotnisku, w Trawnikach i Poniatowie. Rzecz się miała w sposób następujący: na kilka dni przed tym – nie więcej jak 3–413 – zostałem wezwany do Krakowa, gdzie Krüger w obecności Bierkampa, dowódcy policji bezpieczeństwa GG, okazał mi pismo otrzymane od Himmlera, w którym było powiedziane, że Żydzi w dystrykcie lubelskim stanowią niebezpieczeństwo i że wobec tego muszą być zlikwidowani. Zadanie to ma być wykonane przez jednostkę Globocnika przy poparciu Wyższego Dowódcy SS i Policji na Wschodzie i Dowódcy SS i Policji w Lublinie. Ponieważ wtenczas nie mogło być mowy o jakimkolwiek niebezpieczeństwie żydowskim, rozkaz ten zarówno dla Krügera, jak i dla mnie był zagadką, której wytłumaczenia nie mogliśmy znaleźć. Po powrocie z Krakowa dowiedziałem się od Dowódcy policji bezpieczeństwa i SD, dr. Pütza, że do obozu na Majdanku przyjechał z Berlina jakiś nieznany nam z nazwiska SS-Sturmbannführer, który wbrew przyjętym zwyczajom, nie zameldował się u mnie ani też u Pütza i zarządził kopanie rowów przeciwlotniczych na terenie obozu. 2 listopada otrzymałem dalekopis od Krügera, którym mnie zawiadamiał, że z rozkazu Polowego Dowództwa Reichsführera SS zostały wysłane do Lublina oddziały SS i policji w liczbie około 3 tysięcy ludzi dla utworzenia kordonów podczas mającej się odbyć akcji. Ludzie ci mieli pozostawać pod moimi rozkazami i ja byłem zobowiązany do ich zakwaterowania i wyżywienia. Tegoż dnia wieczorem zgłosili się do mnie SS-Sturmbannführer Wirth, stały zastępca Globocnika w Lublinie i kierownik jego jednostki, który okazał mi rozkaz Himmlera adresowany do Globocnika dotyczący zagłady przez jego jednostkę wszystkich Żydów w dystrykcie lubelskim. Na moją uwagę, że rozkaz jest adresowany do Globocnika, Wirth wyjaśnił, że nieobecność Globocnika na miejscu nie przeszkadza wykonaniu rozkazu, gdyż niedawno również on przeprowadzał w imieniu Globocnika podobne akcje w Warszawie i Białymstoku. Dopiero z treści rozkazu dowiedziałem się, że akcja ta została nazwana „Erntefest”. Jednocześnie z rozkazem Wirth pokazał mi przygotowany przez siebie plan i zarządzenia dla oddziałów mających tworzyć kordony. Rozkaz Wirtha wydał mi się niejasny, odniosłem bowiem wrażenie, że on zamierza odciągnąć pewne oddziały od wyznaczonego im zadania – tworzenia kordonów – ażeby móc użyć ich bezpośrednio do likwidacji. Sprzeciwiłem się temu, oświadczając, że sam wydam odnośny rozkaz. Wirth niechętnie godził się na to, lecz ja nie ustąpiłem, uważając, że ponoszę odpowiedzialność za ludzi, którzy pozostają pod mymi rozkazami. Potrzebny rozkaz opracowałem w swoim sztabie z Ia Hauptmannem Wehrheimem14. Jako podstawę do niego przyjąłem rozkaz sporządzony przez Wirtha. W moim rozkazie było powiedziane, że akcję przeprowadza się na rozkaz Himmlera, że oddziały SS i policja mają być użyte wyłącznie dla tworzenia kordonów i że oni mają doprowadzić na Majdanek Żydów z obozów przy ul. Lipowej i z Lotniska. Natomiast nie było w nim mowy o tym, kto i w jaki sposób ma dokonać zagłady, gdyż według rozkazu Himmlera otrzymanego przez Wirtha miało to być zadaniem jednostki Globocnika. Około godz. 12. w nocy dr Pütz zakomunikował mi, że istnieje możliwość wstrzymania akcji „Erntefest”, ponieważ stwierdzono, że wśród Żydów przebywających w obozach znajdują się jeńcy wojenni z Wojska Polskiego, pozostający pod ochroną Konwencji Genewskiej. Niezwłocznie skomunikowałem się telefonicznie z Krügerem, prosząc go o porozumienie się z Himmlerem co do odroczenia akcji. Kiedy Krüger odpowiedział, że nie może połączyć się z Himmlerem, zaproponowałem, że sam to zrobię, na co on się zgodził. Na wysłany przeze mnie do Himmlera błyskawiczny dalekopis otrzymałem za pośrednictwem Krügera odpowiedź, że wszyscy Żydzi bez wyjątku podlegają likwidacji i że mam się wstrzymać od dalszych zapytań. Odpowiedź ta pochodziła z Polowej Komendy Reichsführera SS i była podpisana przez Grotmanna, ówczesnego pierwszego adiutanta Himmlera. W jednym tylko obozie przy ul. Lipowej miało być około 150 jeńców; ilu znajdowało się w innych obozach, dokładnie nie wiem. Oddziały SS i policji przybywały do Lublina w dniu 2 listopada od południa do północy z dystryktów: warszawskiego i krakowskiego, z Rzeszowa, z Prus Wschodnich, a nawet myślę, że były i z Poznania. W nocy, kiedy rozkaz był już napisany, kazałem zwołać do kasyna dowódców oddziałów i wyjaśniłem im, że zostali sprowadzeni do Lublina celem utworzenia kordonów podczas przeprowadzania akcji zarządzonej przez Himmlera. Powiedziałem im wtenczas, że chodzi o zagładę Żydów, którą mają przeprowadzić specjalne oddziały. Ich zaś zadaniem ma być utworzenie kordonów w miejscach wskazanych w rozkazie. Rozkaz odczytał Wehrheim w obecności mojej i, zdaje się, dr. Pütza, około 1-szej w nocy. W czasie akcji w obozie na Majdanku nie byłem, a przebywałem bądź to w swoim mieszkaniu, bądź też w lokalu urzędu. Z przebiegu akcji zdawał mi raporty dr Pütz, który jako komendant policji bezpieczeństwa i SD otrzymywał informacje od swoich ludzi znajdujących się na terenie obozu. Według tych raportów rozstrzeliwań dokonywało „Komando aus Auschwitz” (oddział z Oświęcimia). Nie widziałem ani tego oddziału, ani jego dowódcy. Miał się on składać ze stu czy stu pięćdziesięciu ludzi i podobno przybył do Lublina na jeden dzień wcześniej. Ja go ani kwaterowałem ani też aprowidowałem, gdyż zatrzymał się wprost w obozie. Mnie on nie podlegał. Nie wiem, przez kogo został skierowany do Lublina. Wydaje mi się, że sama jednostka Globocnika była za słaba do przeprowadzenia tak dużej akcji i że dla jej wzmocnienia przysłano oddział oświęcimski, którego ludzie byli specjalnie wyszkoleni w zagładzie Żydów. Według mego zdania oddział egzekucyjny otrzymywał rozkazy bądź to od SS-Strumbannführera Wirtha bądź też od wyżej wspomnianego SS-Strumbannführera z Berlina, który zarządził kopanie rowów w obozie na Majdanku.

Akcja „Erntefest” odbywała się w dniu 3 listopada w obozie na Majdanku, a 4-go w Poniatowej i Trawnikach. Takie zarządzenia wydałem w rozkazie odnośnie tworzenia kordonów. Z meldunków składanych mi przez dr. Pütza dowiedziałem się, że podczas akcji głośniki radiowe zagłuszały krzyki ludzkie i strzały. Tego jednak nie wiem i tym się specjalnie nie interesowałem, z czyjego rozporządzenia były one ustawione. W czasie akcji Pütz zakomunikował mi, że przed rozstrzelaniem ofiarom kazano się rozbierać i rozstrzeliwano je nago. Słyszałem, że odzież ofiar była złożona w baraku na terenie obozu i w maju 1944 r. została spalona przez lotników sowieckich w czasie nalotu. Po zakończeniu akcji dowódcy oddziałów kordonowych złożyli mi pisemne meldunki o wykonaniu zleconego im zadania i o swoim odjeździe. Od oddziału oświęcimskiego takiego meldunku nie otrzymałem. Sam też nikomu nie składałem meldunku, ponieważ nie byłem do tego zobowiązany i sama akcja przeszła bez incydentów. Z kół bliskich Globocnika dowiedziałem się później, że podczas akcji „Erntefest” rozstrzelano 42 tysiące osób. Niewątpliwie akcja „Erntefest” była pomyślana jako jednoczesne zlikwidowanie obozów: DAW – Deutsche Ausrüstungswerke (Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe) przy ul. Lipowej, na Lotnisku, w Poniatowie i Trawnikach. Mam wrażenie, że motywem likwidacji tych obozów było dążenie Globocnika do zamaskowania swoich machinacji, bowiem z końcem roku musiały one przejść w inne ręce.

Po pełnym powiększeniu użyj klawiszy strzałek, aby zmienić obraz oraz klawisza ESC, aby zamknąć powiększenie

  • Erich Mußfeldt
  • Jakob Sporrenberg
  • Pokaż powiększenie powyżej: Erich Mußfeldt
  • Pokaż powiększenie powyżej: Jakob Sporrenberg

Społeczności

polski

english