W ostatnich dniach października do pracy za V polem więźniarskim skierowano grupę kilkuset więźniów Majdanka. Ich zadaniem – jak powiedzieli im SS-mani – było kopanie rowów przeciwlotniczych lub przeciwczołgowych, co miało zwiększyć potencjał obronny kompleksu obozowego. Faktyczne przeznaczenie wykopanych nieopodal krematorium rowów więźniowie odkryli dopiero rankiem 3 listopada 1943 r.
Operacja „Erntefest”
3 i 4 listopada 1943 r. Niemcy zamordowali ponad 42 tysiące żydowskich dzieci, kobiet i mężczyzn – więźniów obozów zlokalizowanych w dystrykcie lubelskim. Egzekucji dokonano w trzech miejscach – na Majdanku, oraz w obozach pracy w Trawnikach i Poniatowej. Tej największej jednorazowej operacji ludobójczej nadano kryptonim „Erntefest".

PRACE PRZY KOPANIU RÓWÓW W RELACJI JÓZEFA KORCZA
W niedzielę przed 3 listopada wyprowadzono nasze komando „Lagergut” za pole V rozdzielono na cztery grupy, wydano łopaty i kilofy i kazano kopać cztery wielkie, prostokątne doły, rozmieszczone dość symetrycznie, kilkadziesiąt kroków jeden od drugiego. Na południe przyszliśmy do obozu na obiad, roznosząc wieść, że Niemcy przygotowują obronę przeciwlotniczą Lublina, ponieważ zaczęliśmy kopać doły pod stanowiska artylerii przeciwlotniczej. Normalnie po południu w niedzielę do pracy nie chodziliśmy, w tę jednak sformowano specjalną grupę, wybierając zdrowych ludzi, i popędzono do pogłębiania zaczętych dołów. W kilka godzin potem na pole IV wprowadzono kilkuset Żydów z Lublina, z obozu na ulicy Lipowej. Wieczorem poszli ci Żydzi na zmianę do pracy za pole V. Pracowali przez całą noc przy świetle elektrycznym. Następnego dnia też pracowali blisko tych dołów, tuż za krematorium, kopiąc głęboki rów idący od drutów pola V zygzakiem w stronę wsi Dziesiąta. Tempo pracy było bardzo ostre, esesmani popędzali kijami do szybszej i wydajniejszej pracy.


PRZEBIEG EGZEKUCJI
We wczesnych godzinach porannych silnie uzbrojone oddziały Waffen SS i niemieckiej policji otoczyły obóz szczelnym kordonem. Podczas apelu przeprowadzanego równolegle na wszystkich pięciu polach więźniarskich odseparowano wszystkich osadzonych na Majdanku Żydów. Punktem koncentracji Żydów było pole V, z którego wyprowadzono wcześniej od więźniów innych narodowości.
Skazańców kierowano do otwartego z obu stron L-baraku, w którym mieli pozostawić wszystkie przedmioty osobiste i ubrania. Nagich ludzi pędzono poprzez przecięte ogrodzenie z drutu kolczastego do uprzednio wykopanych rowów. Tam zmuszeni byli położyć się głowami w dół. Niemieccy funkcjonariusze zabijali ich oddając strzały w tył głowy. Kolejne grupy ofiar zmuszano do położenia się na ciałach zamordowanych przed chwilą osób. Procedurę tę powtarzano do momentu wypełnienia wszystkich trzech rowów.

ŻADNYCH ŚWIADKÓW
Sprawcom masowego mordu dokonywanego na tak wielką skalę zależało na tym, by zamaskować ich zbrodniczą działalność. Dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim Jakob Sporrenberg, który w porozumieniu z naczelnym dowództwem w Berlinie koordynował operację „Erntefest", zadbał o to, by wykonawcami egzekucji na ogół nie byli członkowie załogi Majdanka. Ich twarze były znane więźniom, którzy mogliby w przyszłości obciążyć ich zeznaniami. Zamiast tego do obozu sprowadzono jednostki różnych formacji spoza Lublina - między innymi z policji i służby bezpieczeństwa w Krakowie i Lwowie czy dywizji Waffen SS "Wiking". W akcji „Erntefest" udział brali także „zwykli ludzie" z owianego złą sławą 101. Rezerwowego Batalionu Policji z Hamburga.
Podczas wykonywania egzekucji wszystkim nieżydowskim więźniom Majdanka rozkazano pozostanie w barakach na polach I-IV. Z relacji ocalałych wynika jednak, że niektórzy więźniowie wymykali się na zewnątrz, by ryzykując życiem zobaczyć, co tego dnia działo się w obozie. Wspominał to m.in. Henryk Nieścior:
Ktoś dostrzegł, widząc przez druty, że Żydzi, którzy przeszli na pole V, rozbierają się, i nagle w szeregach naszych rozeszła się wieść: Żydów rozstrzeliwują, jest
to masowy mord. Żydzi na polu V rzeczywiście rozbierali się w baraku, a następnie przechodzili przez zrobione specjalnie przejście poza krematorium, całkiem nago wchodzili do tych rowów i w nich byli rozstrzeliwani przez „ludobójców” wyzutych
z czci i sumienia.
Egzekucje Żydów starano się także zamaskować muzyką. Z niemieckiego wydziału propagandy w Lublinie skierowano na Majdanek wyposażone w megafony ciężarówki, które zaparkowano w różnych częściach obozu. Dzień wcześniej na wieżyczkach wartowniczych zamontowano także dodatkowe głośniki. Nadawane przez cały dzień marsze, walce i fokstroty miały zagłuszyć huk wystrzałów i jęki mordowanych ofiar.

RELACJA HELENY KURCYUSZ
OFIARY I OCALALI
Wśród 18 tysięcy Żydów zamordowanych na Majdanku 3 listopada 1943 r. znaleźli się także więźniowie innych obozów. Na miejsce egzekucji przyprowadzono ich z obozu pracy na Flugplatzu przy dzisiejszej ulicy Wrońskiej, obozu przy ul. Lipowej oraz Sportplatzu w obrębie dzielnicy Wieniawa, gdzie w miejscu żydowskiego cmentarza budowano stadion sportowy.
Tego dnia Niemcy zamordowali niemal wszystkich przebywających w Lublinie Żydów. Tymczasowo oszczędzono jedynie grupę 315 kobiet, którym nakazano sortowanie ubrań pozostawionych w L-baraku przez ofiary. Ich późniejszy los był równie tragiczny. Podczas ewakuacji Majdanka w 1944 r. włączono je do transportu, który 13 kwietnia skierowano do Auschwitz. Tam trafiły do Birkenau i choć przyjęto je na stan obozu i wytatuowano numery, wkrótce zostały zamordowane w komorach gazowych. Jedynymi ocalałymi z tej grupy więźniarkami były te, które zbiegły z transportu. Jedną z nich była Estera Kerzner, która ocalała z Holokaustu i w 1944 r. walczyła w Powstaniu Warszawskim.
Podczas akcji „Erntefest" wybrano do pracy także grupę 300 mężczyzn, których skierowano do spalania ciał w ramach akcji Sonderkommando 1005. Po wykonaniu ich zadania zatarcia śladów niemieckich zbrodni wymordowano ich jako niewygodnych świadków. Wojnę przeżyli nieliczni, którym udało się uciec. W takich okolicznościach ocalał Józef Reznik, który w lutym 1944 r. zbiegł z Sonderkommando pracującego w lesie Borek niedaleko Chełma.

„ERNTEFEST" OCZAMI MORDERCY
Sposób w jaki przeprowadzono akcję „Erntefest", mała liczba ocalałych, oraz zmowa milczenia panująca wśród ujętych po wojnie nazistowskich zbrodniarzy przyczyniły się do tego, że zachowało się niewiele relacji bezpośrednich świadków wydarzeń z 3 listopada 1943 r. Wyjątkowe pod tym względem były zeznania Ericha Mußfeldta, szefa krematoriów na Majdanku, który w 1947 r. zasiadł na ławie oskarżonych w tzw. Pierwszym Procesie Oświęcimskim. Występując wówczas przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie złożył stosunkowe obszerne wyjaśnienia dotyczące także obozu koncentracyjnego w Lublinie.

Z końcem października 1943 r. zaczęto pewnego dnia kopać, za polami V i VI w odległości około 50 metrów od budynku nowego krematorium, rowy. Przy pracy tej zatrudniono około 300 więźniów, którzy w dwóch zmianach, dziennej i nocnej, po 150-ciu pracowali przez trzy dni. W ciągu tych trzech dni wykopano trzy rowy ponad 2 metry głębokie, każdy około 100 metrów długości, biegnące w linii zygzakowatej.
W ciągu tych trzech dni zaczęły zjeżdżać na Majdanek Sonderkommanda z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu oraz od dowódców SS i policji w Krakowie, Warszawie, Radomiu, Lwowie i Lublinie. Z Oświęcimia przybyli Otto Moll i Franz Hóssler wraz z 10 SS-manami. Łącznie przybyło z wszystkich wymienionych przez mnie miejscowości około 100 SS-manów, tworzących Sonderkommando.
Czwartego dnia — mogło to być w dniu 3 listopada 1943 — zarządzono już o godzinie 5-tej alarm. Na skutek tego alarmu udałem się ze swej kwatery do obozu. Cały obóz obstawiony był policją, liczę, że mogło być około 500 policjantów, którzy pełnili straż z bronią gotową do strzału w ręku. Uzbrojeni oni byli w ciężkie karabiny maszynowe, lekkie karabiny maszynowe i inną szybkostrzelną broń automatyczną. W pobliżu nowego krematorium stał jeden samochód z radiową aparaturą nadawczą, a drugi taki sam przy wejściu do obozu w pobliżu Bauleitungu. Gdy ja przyszedłem na teren obozu, obie aparatury były już w ruchu. Nadawano marsze i piosenki niemieckie oraz muzykę taneczną z płyt. Oba wozy dostarczone zostały przez urząd propagandy (Propagandsamt) w Lublinie.
Zaznaczam, iż do tego dnia nie wiedziałem, co się szykuje. W czasie kopania rowu przypuszczałem, że są to rowy przeciwlotnicze, gdyż w pobliżu ustawiona była bateria artylerii przeciwlotniczej. Pytałem SS-mana, który kierował pracą więźniów, kopiących te rowy, jakiemu celowi mają one służyć, lecz ten nie potrafił mi dać na to pytanie odpowiedzi i odniosłem wrażenie, że sam nie wie, o co chodzi. Żydzi, którzy zatrudnieni byli przy kopaniu rowów, powiedzieli mi na moje pytanie, że rowy te są na pewno dla nich przeznaczone. Nie wierzyłem temu, wyśmiałem ich i odpowiedziałem, że są to na pewno rowy przeciwlotnicze. Odpowiedź ta była uczciwa, gdyż wówczas ja sam byłem tego mniemania.
Około godziny szóstej — możliwe, że mogła być już nawet siódma rano — rozpoczęła się duża akcja. Wpędzono część Żydów, zgromadzonych na polu V 5 do jednego baraku, gdzie musieli rozebrać się do naga. Następnie Schuzhaftlagerfiihrer Thumann przeciął druty ogrodzenia między polem V a owymi rowami. Powstało w ten sposób przejście. Od przejścia tego do dołu utworzono szpaler uzbrojonych policjantów. Przez szpaler ten pędzono nagich Żydów w kierunku dołów. Tam jeden SS-man z Sonderkommando wpędzał do każdego z rowów po dziesięciu. Tych, którzy znaleźli się w rowie, pędzono do jego drugiego końca. Tam musieli się oni położyć, a następnie stojący nad brzegiem rowu SS-mani z Sonderkommanda strzelali do nich. Następne grupy pędzono rowem również aż do jego końca, tam musieli się ci ludzie kłaść na już rozstrzelanych poprzednio, tak że z biegiem czasu rów taki zapełniał się odcinkami, aż prawie po brzegi. Mężczyzn rozstrzeliwano osobno, tzn. w osobnych grupach, a kobiety w grupach osobnych. Akcja ta trwała bez przerwy do około 5 po południu. SS-mani, dokonywujący rozstrzeliwań zmieniali się, wyjeżdżali do koszar SS położonych w mieście na posiłki, a akcja szła nieprzerwanie. Przez cały czas z obu wozów radiowych na dawano muzykę. Przebieg tej akcji obserwowałem z budynku krematorium nowego, gdzie dla siebie i dla więźniów podległego mi komanda miałem pokój. W ciągu tego dnia rozstrzelano wszystkich Żydów, którzy znajdowali się w obozie na Majdanku.
Słyszałem, że w dniu tym rozstrzelano łącznie ponad 17 000 Żydów obojga płci. W masie tej rozstrzelano również wszystkich Żydów z mojego kommanda. Po wystrzelaniu wszystkich Żydów w dniu 3 listopada 1943 rowy zasypano cienką warstwą ziemi.
BILANS AKCJI „ERNTEFEST"
Ocalali z Majdanka więźniowie zapamiętali dzień 3 listopada 1943 r. jako "Krwawą Środę". Zasięg tej ludobójczej operacji nie ograniczał się do Lublina. Równocześnie egzekucje w podobny sposób przeprowadzano w obozie pracy w Trawnikach, a następnego dnia w Poniatowej. Ogółem w dniach 3-4 listopada 1943 r. Niemcy zamordowali w tych trzech miejscach ponad 42 tysiące Żydów. Operację „Erntefest" uznaje się za największą jednorazową akcję egzekucyjną w historii drugiej wojny światowej.
